W Abadiani spotkałam Jenny z Nowego Yorku. Mieszkałyśmy razem w jednej pousadzie. Jenny była w Abadiani chyba już 5 razy. Tym razem przyjechała do Casy na 3 miesiące. Opowadała, że stan jej zdrowia bardzo się polepszył po pobytach w klinice u Jana od Boga. Podobnie jak ja Jenny chciała spotkać kogoś zainteresowanego podróżą po Brazyli.
Ucieszyłam się że ją spotkałam ponieważ nie odważyłabym się wybrać w tą podróż sama. W końcu zadecydowałyśmy że pojedziemy najpierw na północ do Fortalezy zobaczyć najpiękniejsze plaże świata a następnie miałyśmy pojechać do stolicy Brazyli. Potem Jenny wracała do domu a ja spowrotem do Abadiani
Z wielką nadzieją na zobaczenie kawałka Brazyli wyruszyłyśmy w drogę 15 maja. Samolot ze stolicy do Fortaleza leciał prawie 3 godziny i byłyśmy na miejscu około 19.00. Wychodząc z budynku na lotnisku uderzyło mnie bardzo wilgotne, ciepłe powietrze. Trudno było złapać oddech. Młody mężczyzna wysłany przez znajomego czekał przy wyjściu z Jenny nazwiskiem. Samochodem zabrał nas do miejscowości Combuco położonej o 25 km od Fortalezy. Jenny wynajęla tam mieszkanie nad oceanem. Polożone było w trzypiętrowym budynku z tarasami. Coś w rodzaju mieszkania wlasnosciowego gdzie jest portier i obsługa. Mieszkanie takie można wypożyczać i jest firma która to towszystko prowadzi. Teren jest zamknięty. Wchodziło się od razu do kuchni połączonej z małym salonem od którego prowadziły dzwi do dwóch sypialni z łzienkami. Sypialnie i salon miały wejscie na duży taras. Już na schodach w budynku czuć było bardzo dziwny zapach. Taki sam był w mieszkaniu. Drzwi, okna i garderoby zrobione były z ładnego czerwonego drewna. Wydawało mi się, ze wszędzie w całym budynku roznosił się ten zatykający okropny zapach wilgoci drzewa. Nie miałyśmy zadnego jedzenia ani wody więc postanowiłyśmy znależć jakąś restaurację czy sklep spożywczy. Gorąco wilgotne powietrze zatykało w piersiach tak że trudno było oddychać. Szłyśmy szosą wiodącą przez zabudowania z wysokimi murami. Dziwnie tu budują w Brazyli. Naokoło domów stawiąją mury, dlatego nie widać żadnego życia w tych domach. Może chronią się przed złodziejami. Wyszłyśmy kilkanaście metrów do głownej drogi. Nie było żadnych ludzi.Za jakieś 400 metrów droga zakręcała w prawo i tam zobaczyłyśmy słabo oświetlony plac. Okazało się że to centrum Combuco. Parę piwiarni i naokoło kilka siedzących osób na plastikowych krzesłach , jakaś pizzeria, boisko gdzie młodziez grała w piłkę, parę zamknietych sklepów i to wszystko. Zadnej restauracji gdzie chciałybyśmy zjeść kolację. Na bocznej ulicy zobaczyłyśmy supermarket. Kupiłyśmy wodę, chipsy, i orzechy bo nic więcej tam nie było. Wróciłyśmy do mieszkania. AC było tylko w sypialniach. Jenny narzekała, że jest jej za gorąco. Internet nie działał a było to jednym z warunków wynajmu mieszkania. Jenny nie mogła skontaktować się z mężem i o mało nie dostała paniki. Po bardzo nie typowej kolacji poszłyśmy spać.
Z wielką nadzieją na zobaczenie kawałka Brazyli wyruszyłyśmy w drogę 15 maja. Samolot ze stolicy do Fortaleza leciał prawie 3 godziny i byłyśmy na miejscu około 19.00. Wychodząc z budynku na lotnisku uderzyło mnie bardzo wilgotne, ciepłe powietrze. Trudno było złapać oddech. Młody mężczyzna wysłany przez znajomego czekał przy wyjściu z Jenny nazwiskiem. Samochodem zabrał nas do miejscowości Combuco położonej o 25 km od Fortalezy. Jenny wynajęla tam mieszkanie nad oceanem. Polożone było w trzypiętrowym budynku z tarasami. Coś w rodzaju mieszkania wlasnosciowego gdzie jest portier i obsługa. Mieszkanie takie można wypożyczać i jest firma która to towszystko prowadzi. Teren jest zamknięty. Wchodziło się od razu do kuchni połączonej z małym salonem od którego prowadziły dzwi do dwóch sypialni z łzienkami. Sypialnie i salon miały wejscie na duży taras. Już na schodach w budynku czuć było bardzo dziwny zapach. Taki sam był w mieszkaniu. Drzwi, okna i garderoby zrobione były z ładnego czerwonego drewna. Wydawało mi się, ze wszędzie w całym budynku roznosił się ten zatykający okropny zapach wilgoci drzewa. Nie miałyśmy zadnego jedzenia ani wody więc postanowiłyśmy znależć jakąś restaurację czy sklep spożywczy. Gorąco wilgotne powietrze zatykało w piersiach tak że trudno było oddychać. Szłyśmy szosą wiodącą przez zabudowania z wysokimi murami. Dziwnie tu budują w Brazyli. Naokoło domów stawiąją mury, dlatego nie widać żadnego życia w tych domach. Może chronią się przed złodziejami. Wyszłyśmy kilkanaście metrów do głownej drogi. Nie było żadnych ludzi.Za jakieś 400 metrów droga zakręcała w prawo i tam zobaczyłyśmy słabo oświetlony plac. Okazało się że to centrum Combuco. Parę piwiarni i naokoło kilka siedzących osób na plastikowych krzesłach , jakaś pizzeria, boisko gdzie młodziez grała w piłkę, parę zamknietych sklepów i to wszystko. Zadnej restauracji gdzie chciałybyśmy zjeść kolację. Na bocznej ulicy zobaczyłyśmy supermarket. Kupiłyśmy wodę, chipsy, i orzechy bo nic więcej tam nie było. Wróciłyśmy do mieszkania. AC było tylko w sypialniach. Jenny narzekała, że jest jej za gorąco. Internet nie działał a było to jednym z warunków wynajmu mieszkania. Jenny nie mogła skontaktować się z mężem i o mało nie dostała paniki. Po bardzo nie typowej kolacji poszłyśmy spać.
Rano obudziłam się wcześnie i wyszłąm na taras, który usytułowany był bokiem do oceanu. Widok plaży był ograniczony ale piękny. Ocean mienił się jak niebieski kryształ i tylko białe małe bałwany uderzały mocno o brzeg gdzie bialusieńki piasek leżał szerokim pasem naokoło. Plaża wydawała się bardzo szeroka. Silny glos odbijających się o brzeg fal, piękne palmy i kwitnące krzewy były jak malowany obrazek. Czy ja tu napewno jestem ? A może to tylko sen? Naokoło balustrady balkonowej usytuowana była siatka metalowa aż do następnego piętra tak że nikt ani nic nie mogło się dostać na balkon. Usiadłam na krześle. Czułam się na tarasie trochę jak ptaszek zamknięty w klatce, który przez siatkę ogląda piękny świat.
Combuco to mała wioska rybacka (1500 mieszkańców) na północny zachód od Fortalezy. Combuco znane jest z najlepszych na świecie warunków do sportu wodnego surfingu. Można tu przyjeżdżać cały rok na okrągło. Od połowy marca do połowy maja mają tutaj okres deszczowy. Pada w nocy a żadko w dzień. W tym roku było wyjątkowo dużo deszczu. Ludzie nie pamiętają takiego okresu od 50 lat . Temperatura leży normalnie ok 30 stopni C. cały rok, temperatura wody 26-28 stopni. Dni słonecznych 320 rocznie. Prognozy były wspaniałe. Ponieważ firma wynajmująca mieszkanie nie mogła zagwarantować nam połączenia internetowego postanowiłyśmy po poludniu jechać dalej do Fortalezy.
Fortaleza znaczy forteca po portugalsku i leży w połnocnowschodniej Brazyli. Kiedyś leżała tu Holenderska forteca, Fort Schoonenborch, która została zdobyta przez portugalczyków i zmieniono wtedy nazwę na Fortaleza. Działo się to w 1726 roku.. Miasto liczy ocecnie około 3 miljonów mieszkańców.
Przed południem zeszłyśmy na dół do niedużego basenu na terenie ośrodka ,który graniczył z pla,zą i zrobiłyśmy naszą
W Fortalezie mieszkałyśmy w pięciogwazdkowym hotelu nad samym oceanen. Był to jedyny hotel, a oglądałyśmy kilka w którym nie było tego odurzającego, zapachu wilgoci. Zastanawiam się czy można się do tego przyzwyczaić. Zmieniałyśmy miejsce kilka razy ponieważ nie działał w pokoju internet albo nie działał AC. Zawsze było coś nie tak. Jenny nie czuła się dobrze w tym wilgotnym klimacie i stale narzekała. Mogła przebywać tylko tam gdzie było chłodno a wiec gdzie był AC. Bałam się by mi się na dobre nie rozchorowała. Sama też nie byłam szczęśliwa z powodu takiej pogody.
W Fortaleza spotkałam mieszkających tam znajomych Jenny, którzy pokazali nam miasto a z ciekawych miejsc to bardzo słynne targowisko. Marcija z rodziną mieszkali 7 lat w Stanach . Mąż dalej tam pracuje, dwa tygodnie w Stanach i dwa tygodnie w domu. Nie wspomnę o dojazdach do pracy. Brazylijczycy, których tu spotykam są bardzo mili,
uczynni i rodzinni. Naprawdę czuje od nich ciepło i życzliwość.
W Fortaleza zostałyśmy tydzień. W większoście spędzałyśmy czas w hotelu w basenie na 25 pietrze gdzie odczuwało się powiew wiatru i można było oddychać. Na ulicach natomiast była łażnia. Muszę przy tym powiedzieć, że na ulicach miasta było pełno śmieci a śmietniki głównej ulicy przy morzu przepełnione były po brzegi i śmierdzące.
Ostatnie trzy dni padało. Prognoza zapowiadała deszcz w nastepny tygodniu. Natomiast słońce w stolicy. Jenny zarezerwowała świtę w pięciogwiazdkowym hotelu w Brasili nad jeziorem. Ale i tu nie obeszło się bez narzekania i zmieniania apartamentu. W w końcu sytuacja unormowała sie i mogłyśmy odpocząć kilka dni.
Zaraz po przyjeździe do Brasili poczułam, że mogę oddychać normalnie. W Jenny też wstapiło życie i potem przez prawie cały czas czuła się dobrze. Pogoda w tej części kraju w tym czasie przypominała piękne lato w domu. Obie byłyśmy zmęczone sytuacją w Fortaleza i potrzebowałyśmy wypoczynku.
Pozdrowienia
Teresa ze Szlaku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz