Ze sobą do Brazyli wzięłam ”przypadkowo” kopię obrazu; Znaku Miłości nowych czasów.
Pospieszyłam do mojej pousady by się przebrać przed wieczornym przyjęciem. Zaraz koło Casy jest olbrzymi plats gdzie parkują duże autobusy. Od tygodnia zaczęły sie tam przygotowania do urodzinowej uroczystości. Malowano ogrodzenie, sprzątano, koszono trawę, zbudowano wysoką wierzę z belek drewniannych w której wieczorem rozpalono ogień. Postawiono olbrzymi namiot i kilka straganow, każdy należący do innej pousady. Na placu zbudowano też wysokie podium z głośnikami dla zespołu muzycznego, rozstawiono wkoło plastikowe stoły i krzesła . Na ogrodzeniu od strony ulicy powieszono
napisy na których pousady składały Janowi życzenia urodzinowe. Każda pousada częstowała na przyjęciu czymś innym. Jedna serwowała ciepłe danie, inna napoje, inna desery czy słodycze .W dużym pawilonie nakryto pięknie dla najbliższych i zaproszonych specjalnie gości. Z tąd też częstowano olbrzymim tortem. Były to chyba cztery torty 1,5 m długie i 1 m szerokie.
Nie wiem ile osób było na tym przyjęciu, może parę tysięcy. Wszystko było gratis. Ale przyjęcie! Ludzie się pchali do miejsc gdzie wydawano jedzenie ale jedzenia było tyle że jeszcze zostało. Całe stosy zużytych papierowych talerzy, resztki jedzenia leżały potem rozsypane naokoło. Nie widziałam niestety żadnych koszy na śmieci. Ludzie z poblizkich okolic i przybysze z daleka odświętnie ubrani przyszli na roczystość. Joáo miał na sobie jasny garnitur wygładał bardzo elegancko. Towarzyszyły jemu jego dorosłe dzieci oraz małżonka.
Dzieci ubrane w białe sukienki śpiewały dla Joao piosenki i kilka osób składało mu na scenie oficjalne życzenia. Nie wiem dokładnie co mówiłi bo jak wiecie moje wiadomości z portugalskiego są bardzo znikome. Po tej oficjalnej części zaczęło się przyjęcie. Każdy był częstowany. Picia i jedzenia było do woli.Zespół muzyczny śpiewał i grał w gorących
rytmach samby, ludzie tańczyli i bawili się. Brazylijczycy są bardzo serdeczni, uśmiechnięci i gościnni. Zauważyłam że niektórzy robili zdjęcia unosząc aparaty fotograficzne do góry, pomyślałam od razu o orbsach tak nazywa się energia którą można sfotografować .
Zrobiłam parę zdjęć i pomyślałam że chyba zepsuł mi się aparat ale nie, inni fotografowali to samo. Proszę zobaczcie sami. Kilka razy wieczorem w okolicy Casy robiłam zdjecia w nadziei że zfotografuje jakiegoś orbsa. I rzeczywiście udało mi się ale nigdy w takiej ilości jak na przyjęciu. Orbsy to stosunkowo nowy fenomem. Znalazłam próbę tłumaczenia tego zjawiska na internecie , sami przeczytajcie. Myślę że jest to niewątpliwie związane z energią miejsca. Chyba Byty też przyszły na to przyjęcie. Dlaczego nie.
Zrobiłam parę zdjęć i pomyślałam że chyba zepsuł mi się aparat ale nie, inni fotografowali to samo. Proszę zobaczcie sami. Kilka razy wieczorem w okolicy Casy robiłam zdjecia w nadziei że zfotografuje jakiegoś orbsa. I rzeczywiście udało mi się ale nigdy w takiej ilości jak na przyjęciu. Orbsy to stosunkowo nowy fenomem. Znalazłam próbę tłumaczenia tego zjawiska na internecie , sami przeczytajcie. Myślę że jest to niewątpliwie związane z energią miejsca. Chyba Byty też przyszły na to przyjęcie. Dlaczego nie.
Póżniej zaczęły się fajerwerki. Trzeba przyznać, że potrafili zrobić wyjątkowo piękne widowisko. Na zdjęciu widać orbsy na niebie wśród rozpalonych fajerverków. Rozpalono też ognisko rakietą w tej wcześniej wybudowanej drewniannej wierzy. Nie obyło się bez obstawy. Samochód policyjny z czterema policjantami czuwał przy wjeżdzie przez cały czas trwania przyjęcia.
Ale wieczór! Zupełnie wyjątkowy jak na to miejsce gdzie już zazwyczaj o siódmej wieczorem nie ma ludzi na ulicach i jest cicho i ciemno.
Moc pozdrowień
Teresa ze Szlaku

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz