czwartek, 18 czerwca 2009

Dlaczego Brazylia

Witam wszystkich bardzo serdecznie na moim blogu.
Jest to dla mnie nowa forma kontaktu dlatego prosze wybaczyć niedociągnięcia.
Wysłałam do Was maile z moimi prezentacjami z Abadiani i Z Casy ale nie wszyscy mogli je otworzyc .Powtórzę więc na blogu w skrócie to co było tam zamieszczone.
Jak wiecie od ponad 2 miesięcy jestem w Brazylii gdzie zaczęlam swoją życiową podróż z zamiarem odwiedzenia kilku miejsc mocy na świecie. Aby to stało się możliwe zawiesiłam działalność mojej kliniki w Malmo, sprzedałam dom , spakowałam moje rzeczy i oddałam w różne miejsca do przechowania, kupiłam otwarty bilet na samolot do Brazylii, pożegnałam dzieci i przyjaciół i wyruszyłam z domu 10 kwietnia 2009.

Kilka lat temu odwiedziłam dwa miejsca mocy na świecie o których może kiedyś opowiem na blogu. Pobyt mój był tam kilkutygodniowy. Zapragnęłam więc teraz zostać w odwiedzanych miejscach dłużej i nie spieszyć sie. Postanowiłam mieć czas. Choć brzmi to dla mnie w dalszym ciągu jak bajka to coraz bardziej zaczynam się uczyć jak robić by mieć czas. Właściwie to jest to dla mnie wielki luksus to co obecnie robię. Teraz nareszcie ja jestem ważna i teraz ja jestem na pierwszym miejscu. Droga do tego miejsca nie była jednak taka prosta.
Cztery lata temu dostałam broszurę z informacją o pewnym healerze w Brazyli. Spotkanie informacyjne miało odbyć się gdzieś w mieście. Nie mogłam wtedy pójść ale znajoma która tam była opowiedziała mi o tym. Zaczęłam szukać więcej informacji na internecie. To co przeczytałam było poprostu nie do wiary . Zastanawiałam się czy może by nie pojechac do Brazylii z moim synem co od 12 lat nie chodzi, ma sparaliżowane nogi po wypadku. Robert nawet nie chciał wtedy wysłuchać mojej propozycji. Myślałam, że tylko chorzy ludzie tam jadą. Potem od czasu do czasu obijała mi się o uszy informacja o medium Joao ale dopiero jak oglądnełam film co leciał w szweckiej televizji ze dwa lata temu, doszło do mnie co robią w tej klinice w Abadiani.
Kiedy wczesną jesienią zaczęłam robić pierwsze próbne plany mojego długiego urlopu miałam to miejsce na uwadze ale na dalszym miejscu. Dowiedziałąm się w pażdzierniku, że znajoma tam sie wybiera na kilka miesięcy. Po rozmowie z nią wiedziałam napewno, że tam chcę rozpocząć moją podróż. Dostałam też kilka przekazów i znaków, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że tak właśnie ma być.
Zaczęłam przygotowania. Trzeba było zakończyć prowadzenie działalności kliniki. Zakończyć wiele spraw z tym związanych. Zakończyć prowadzenie patientów, postarać się dla nich o kontynuację leczenia o ile to możliwe, porobić dla nich długoterminowe planowanie itd. Oddałam mój domek do sprzedaży w czasie kiedy rynek się totalnie się załamał. Ale postanowiłam twardo realizować mój plan. Czekać na lepsze czasy nie chciałąm. Zaczęło się też sortowanie w papierach w domu i w klinice. Była to chyba największa i najtrudniejsza praca jaką robiłam. Czy będę to jeszcze potrzebowała? Zadawałam sobie to pytanie raz po raz. Wyrzucałam całe kosze papierów, informacji , broszur które używałam w pracy. Czy będę to jeszcze potrzebowała? Latwiej mi było posortować w mojej garderobie i oddałć mnóstwo ubrań, które nie używałam tak często ,a które zalegały pólki. Czułam się jakoś lekko jak się tego pozbyłam. Jednocześnie czułam że oczyszczam moją głowę z niepotrzebnych myśli i wlaśnie to mentalne oczyszczanie było dla mnie najważniejsze a co za tym idzie uwalnianie się ze szponów fizycznych przedmiotów, które mogą trzymać nas w swoim więzieniu jak niewolników. Jestem dziś z tej przeprowadzonej pracy bardzo dumna i rada .
W mojej pracy jako holistycznego terapeuty ważne było by brać pod uwagę” wszystkie częśći”człowieka; ciało fizyczne, mentalne, emocjonalne mm . Zdaję sobie sprawę jak ważne jest pracować nad usuwaniem przyczyn chorób czego niestety nie znajdujemy w metodach obecnej medycyny szkolnej. Dlatego zainteresowanie moje kliniką w Abadiani było i jest duże. Chcę sama zobaczyć i doświadczyć metod z którymi się tutaj pracuje.
Uważam siebie za osobę o dobrym zdrowiu tak fizycznym jak i psychicznym. Odżywiam się zdrowo ,tak jak nauczam. Jestem vegetarianką od ponad dwudziestu lat i prowadzę aktywny tryb życia. Od czasu do czasu mam podwyższone ciśnienie. Udawało mi się w okresach kilkuletnich regulować je za pomocą diety. Stres w ostatnim czasie był jednak za duży i wysokie ciśnienie zmusiło mnie nawet do wykupienia lekarstw. Zdaję sobie sprawę, że jest u mnie kilka przyczyn tej choroby. Niektóre mogę leczyć sama ale jest też takie emocjonalne, które leży gdzieś głęboko w podświdomości i tam nie potrafiłam się jeszcze dostać. To pytanie zabrałam więc ze sobą na liście do kliniki w Abadiani.
Przyjechałam do Abadiani 11 kwietnia. Spieszyłam się by zastać jeszcze tutaj Marię, która miała wracać spowrotem do Szwecji za tydzień. Obiecała, że wprowadzi mnie w życie kliniki i pokaże co trzeba. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Maria załatwiła mi pokój w tej samej pousadzie co mieszkała, wysłala po mnie taksówkę na lotnisko więc nie musiałam się martwić i błądzić. Ważne jest i zalecane jak się tu przyjeżdza by mieć guida, który wprowadzi w życie kliniki. Maria była tu pół roku i jest zatwierdzonym guidem Casy czyli osobą króra może przyjeżdżać tu z grupami.
Moim zamiarem jest zostać w Abadiani około pół roku by doświadczyć tej duchowej kliniki. Następnie planuję wyjazd na trzy miesiące do Ashramu w Himalajach by nauczyć się więcej o Yoga, oddychaniu , ayurveda i świadomym życiu. To narazie tyle wstępu i o moich planach. Wszystko jednak może ulec zmianie. Postanowiłam być otwarta na to co najlepsze i dopasować sie do tego co przyjdzie. Jestem pełna wdzięczności za te możliwości, które od życia nieustannie otrzymuje.
Postaram się od czasu do czasu dzielić się z Wami moimi przeżyciami ze szlaku. Na założenie blogu czekałam prawie dwa miesiące i się nie doczekałąm. W końcu pomogła mi tutaj jedna osoba .Teraz pozostaje mi mieć dużo cierpliwości i nauczyć się wiele różnych technicznych spraw związanych z prowadzeniem bloga. Cieszę się z tej formy kontaktu ze wszystkimi , którzy będą odwiedzać mojego bloga i zechcą śledzić moją błogosławioną drogę.
Serdecznie zapraszam.
Do usłyszenia
Teresa ze Szlaku

1 komentarz:

  1. Otrzymałam tę wiadomość..jestem pełna nadziei..mam znajomą, która ma olbrzymi problem- stwardnienie rozsiane SM-choroba póki co nieuleczalna!! ...ale wierzę w cuda...może akurat w jej przypadku ten cud się wydarzy?? Czekam na jakiś pozytywny znak!!

    OdpowiedzUsuń